1926: Julian Wygachiewicz opisuje prace rolne w Golęczewie

10 stycznia 1926 r. w warszawskiej Gazecie Świątecznej ukazał się list Golęczewianina – Juliana Wygachiewicza, zawierający barwny opis ówczesnej gospodarki rolnej. To relacja z odbytej kilka miesięcy wcześniej wizyty rolników z Polesia. Poniżej treść całego artykułu. Pisownia oryginalna.

Listy do Gazety Świątecznej. Z Gołęczewa pod Poznaniem. Jak gospodarują drobni rolnicy w stronach poznańskich.

Latem roku ubiegłego czytałem w Gazecie opis wycieczki rolników z Polesia w Poznańskie. Otóż właśnie mnie przypadło udzielać tu wycieczce owej potrzebnych wskazówek i objaśnień. W wycieczce brali udział rolnicy z powiatów: brzeskiego, łuninieckiego i kilku innych. Było ich 27 i jedna pani. Przybyli do Gołęczewa 22 czerwca pod przewodnictwem Wł. Jucyny i M. Jelca.

Zwiedzili najpierw pastwisko i bydło, stadniki, potem zboże w polu, przyczem udzielono im objaśnień, jakie nawozy pomocnicze na co działają i ile każdego z tych nawozów do czego użyto; potem zwiedzili gospodarstwa małe i duże; podziwiali, że tak dużo mamy narzędzi rolniczych, żywiny itd. Otóż piszący te słowa tłómaczył im, jak bardzo narzędzia rolnicze potrzebne są na roli: pług zwyczajny do orki zwyczajnej, pług Saksa do orki głębokiej, plug dwuskibowiec lub trzyskibowiec do stalowania roli, wreszcie pług piętrowy, który przewraca skibę płytko, a ziemię wzrusza głęboko, jak kto sobie życzy.

Członkowie wycieczki przekonali się, że głęboka orka doprowadza rolę do lepszej sprawności i daje lepsze plony, a w lata suche utrzymuje w roli wilgoć. Pytano o radła, o płużki, o opielacze. Wytłómaczyłem, że radłami i płużkami wzruszamy 4 lub 5 razy ziemię koło ziemniaków, a opielaczem opielamy marchew, buraki cukrowe i pastewne, oraz inne warzywa, że dołkownikiem robimy znaki przy sadzeniu ziemniaków, że siewniki służą jedne do siania zboża, a drugie do sztucznych nawozów, że kosiarka zastępuje pracę ludzką i to, co 3 ludzi kosi cały dzień, to kosiarką w dwa konie skosi się z łatwością przez 2 godziny. Żniwiarkę ma w Poznańskiem prawie każdy rolnik, a ubożsi mają na dwóch jedną żniwiarkę. Jest to sprzęt nieoceniony i każdemu życzę mieć tę maszynę, gdyż tnie równo, ładnie i układa dobrze, a kosą ciąć to okropna praca.

Podziwiali też goście, że prawie każdy gospodarz ma tu kopaczkę do ziemniaków, tak, że w 2 lub 3 dnie ziemniaki ma już wykopane. Dziwili się, dlaczego widzą u gospodarzy po dwie młocarnie; dowiedzieli się, że sztyftówka jest do zgrabków, a szerokomłotna jest bardzo dobra na prostą słomę. Mają też gospodarze w Gołęczewie spólną młocarnię parową, która obsługuje tych, co sobie życzą nią młócić; potrzeba bowiem do niej 23 ludzi [23? Chyba błąd – miało być 2-3?], więc nie każdy się na to waży. Grabiarką grabią ścierniska, siano i kartofliska; jest to również sprzęt nieoceniony.

Podziwiali też goście, że tu w Poznańskiem gospodarze mają po 2, 3, a nawet 4 wozy. Otóż jeżeli się wozi nawóz, to jeden człowiek nakłada na zmianę na dwa wozy, drugi tylko wozi i zrzuca, a trzeci rozrzuca; a gdy się wozi siano, to też trzema wozami: jeden robotnik na łące nakłada stale siano, drugi, odwiózłszy pełny wóz do stodoły, bierze próżny i wraca na łąkę, a tam zastaje już trzeci wóz napełniony; i tak idzie to wkoło, bez przerwy.

A gdy kopią ziemniaki, to potrzeba nawet czterech wozów, bo trzy nie zawsze wystarczą. Rozstawia się je po polu blizko kopaczek, a ludzie zbierają ziemniaki i sypią do wozów, po odwiezieniu zaś do domu odrazu z wozu szuflami i widłami zsypują do kopców. Kto nie ma kilku wozów, ten musi pożyczyć od kogo, albo i sąsiad sąsiadowi pomaga: jeden kopie kopaczką, a drugi wozi do domu, a polem idą obaj do drugiego i tak jeden drugiemu oddaje pracę.

Goście zapytywali, dlaczego gospodarze nasi mają po dwa powoziki. Otóż jeden jest duży kryty powóz, a drugi lekki powozik. Jak pogoda, to jadą lekkiemi, a jak deszcz, śnieg lub mróz, to krytemi.

Staropolskim zwyczajem przyjęliśmy wycieczkę „czem chata bogata“ i zabawialiśmy się spólną pogawędką, co się przeciągnęło do późnej nocy. Po serdecznem pożegnaniu goście rozjechali się do innych wsi i majątków . Przewodniczący wycieczce Wł. Jacyna, który jest kierownikiem okręgowych towarzystw rolniczych na Polesiu, sprawił na nas wrażenie człowieka dzielnego i biegłego w swym zawodzie.

Zastępca przewodniczącego kółka rolniczego w Gołęczewie – Julian Wygachiewicz.